niedziela, 1 listopada 2015

Niebo lepsze od papierosów

Dzisiejsza uroczystość zewangelizowała mnie, dlatego napiszę tutaj o tym.
Jestem właśnie w szwagropolu z Białki do Krk to dobry czas na refleksję. Weekend w Białce mogę uznać za udany były termy:)
Jak jesteśmy na plaży i głosimy Boga to często mówimy przez mikrofon takie zdanie: "Odpoczywacie, opalacie się to dobrze trzeba odpoczywać, ale w czasie wakacji warto oprócz ciała opalić też duszę. Zapraszamy dziś do kościoła przyjdźcie opalić duszę przy Jezusie." Ja właśnie dzisiaj tego doświadczyłam, wczoraj wygrzalam swoje ciało na termach:) a dzisiaj w kościele duszę przy Jezusie. Konkretnie chodzi o to że bardzo dotknęło mnie dzisiaj kazanie na Mszy. Ksiądz rozpoczął kazanie od słów: kto z was wczoraj pomyślał o Niebie? Często myślę o Niebie ale wczoraj akurat mi się nie zdążyło:) Spróbuję przytoczyć co było dalej: a kto pomyślał o alkoholu, papierosie, czy chłopak o dziewczynie ktorą jest zachwycony. Dlaczego mało myślimy o Niebie? Jeżeli chcemy się tam dostać nie wystarczy żyć poczciwe i wiedzieć że Niebo istnieje, trzeba jeszcze za tym miejscem tęsknić. Dlaczego pijemy alkohol bo znamy jego budowę chemiczną? Albo dlaczego pijemy kawę bo fascynuje nas kofeina? Często nie, po prostu dlatego że lubimy ich smak. Tak samo jest z papierosami czy ze spotkaniem z drugim czlowiekiem. Smak palenia, smak przebywania z kimś. Smak! Czasem jesteśmy w stanie zrobić wiele, żeby móc czuć ten smak, zwłaszcza ludzie uzależnieni od kawy, alkoholu itd. A co robimy żeby poznać smak Nieba? Jak możemy poznać Jego smak? I tutaj ksiądz wymienił 3 sposoby.
1. Przebywanie  z tymi którzy są w Niebie, czyli święci. Przebywanie z ich historią życia, która niejednokrotnie jest zdumiewająco podobna do naszej codzienności.
2. Przebywanie z ludźmi, którzy za Niebem tęsknią, którzy na Niebo czekają. Z ludźmi którzy ufają Bogu i żyją wiarą.
3. Przebywanie z Kimś kto jest zarówno w Niebie jak i na Ziemi, z Jezusem, który umarł i zmartwychwstał.
Zasmakujmy Nieba zanim ostatnie gwoździe przybija naszą trumnę.
A na koniec kazania był żart, który muszę tu przytoczyć:) jak zasmakujesz papierosa to masz niebo w gębie, a jak zasmakujesz przebywania z Bogiem to będziesz miał gębę w Niebie!
Dla mnie osobiście to kazanie było ogromnie pokrzepiające i pełne nadzieii. Tak jak zwykle na nadmorskiej chcemy pocieszać ludzi tą nadzieją ze jest Niebo, że każdy z nas ma tam przygotowane miejsce, że nie będzie tam cierpień ani trosk, tak dziś Bóg ustami tego księdza wlał w moje serce nadzieję na życie z Nim na zawsze!
Dzieci Boga trosk nie mają, więc nie chce ich mieć. I pocieszam się tym, że już tu na ziemi mogę chociaż trochę zakosztować jak smakuje Niebo!







piątek, 30 października 2015

Aktualne filmy:)

W życiu mym dzieje się wiele jak zwykle i napiszę coś niebawem o Bożych sprawach:) póki co pragnę was poinformować, że w końcu uczyniłam to, że filmiki w Nadmorskim Pamiętniku są możliwe do obejrzenia. Zachęcam dla zbudowania swojej wiary:)

środa, 2 września 2015

Jeżeli Bóg jest przy nas, któż jest przeciwko nam?

Ewangelizacja nadmorska się zakończyła ale ewangelizowanie nie:) Mój Kraków przywitał mnie jakiś tydzień temu jak wróciłam z jeszcze bardziej moje północy. Obowiązki i problemy spadły na mnie momentalnie, powrót do szarej rzeczywistości. Ale kiedy już czułam, że za moment złapie "depreche" pomodliłam sie i Bóg dał mi znów to samo Słowo, co zwykle w podobnych sytuacjach. Na pytanie co mam teraz robić Boże, otwieram Pismo Święte i odpowiedź zwykle ta sama: Idz głosić. I wtedy zawsze przypominam sobie, ze głoszenie Boga mnie umacnia. Dzisiaj moja wiara zbudowała się OGROMNIE. W niedziele jak przechodziłam "przypadkiem" ulicą Bosacką zauważyłam bardzo ciekawy szyld: Wrózby, wróżka, tarot, salon wróżb zaprasza:) wtedy zrozumiałam, że nie przechodzę tutaj wcale przypadkiem. Kiedyś z moim znajomym księdzem rozmawiałam o tym, że straszne jest dla mnie to jak widzę wróżkę w Krakowie na Rynku obok Sukiennic i ludzi, którzy idą tam po poradę. Ksiądz na to powiedział mi, że następnym razem jak będę przechodzić obok owej pani, to żebym sie zatrzymała i powiedziała jej odwaznie: Czy pani wie, że droga, która pani idzie jest drogą diabelską? To było już naprawdę dawno (ta nasza rozmowa) i ciekawostką jest fakt, że od tamtej pory nigdy nie mogłam trafić na moment kiedy ta wróżka siedzi na krześle. Od tamtej pory aż po dziś dzień...
Kiedy w niedziele przechodziłam ulicą Bosacką obok tego szyldu przypomniałam sobie moją rozmowę z księdzem i stwierdziłam, no ktoś musi im to powiedzieć. Spotkałam sie z moją przyjaciółką Anną:) i mówie jej o tym szyldzie i o tym żebyśmy tam poszły. Zgodziła sie z radością. Przeraził mnie fakt, kiedy robiąc obczajkę w necie, znalazłam w Krakowie kilka innych podobnych salonów. Jak naprawdę człowiek musi pragnąć szczęscia i bać sie o przyszłość żeby iść do wrózki? A Bóg ma o wiele wiecej, Bóg ma wszystko. 
I dziś nastał ten dzień wyruszyłyśmy! Pomodliłyśmy się i poszłyśmy. 
Salon na Bosackiej był zamknięty więc pomodliłyśmy się przed nim. Obok Kleparza natomiast już kogoś zastałyśmy. Salon mieści sie tam w kamienicy wieć zadzwoniłyśmy na domofonie. Otworzono nam drzwi i kiedy weszłyśmy do kamienicy słyszymy jak pani nas woła: " prosze tutaj na dole". Udałyśmy sie zatem do ciemniej, obskurnej piwnicy.... Ogromne, żelazne drzwi się otworzyły i wyszła sekretarka pani wrózki. W tele woń kadzidełek i oczom naszym ukazł sie salon wróżki z miejscem do wróżenia zasłoniętym chustą, przyciemnione światło itd. Klimat był. Pani sekretarka Tłumaczyła nam, ze pani Larysa jest zajęta, nie możemy jej teraz przeszkadzać, że na seans trzeba sie umówić kosztuje on 100 zł itd. Przerwałam jej wypowiedź zapytaniem kim ona jest i czy możemy z nią chwilkę porozmawiać. 
- Nie ważne kim jestem, pani wywiad robi, o co chodzi?
- Czy pani jest katoliczką, wierzy pani w Jezusa? - zapytałam najdelikatniej jak mogłam
- Tak oczywiscie
- A czy pani wie, ze droga, którą pani idzie jest drogą diabelską? - powiedziałm już odważnie
- Co?? Larysa chodz tu, jakieś nawiedzone. Jak można jak pani śmie!!!
Nadchodzi(zajęta:)) Larysa. ok 2 metry wzrostu, potężna!!! czułam sie przy niej jak jakiś liliput:) wyciąga z reklamówki książkę i przed moim nosem przewraca mi kartkami.
- Prosze - odrzekła raczej nieprzyjemnym tonem.
- w jakim celu pani mi to pokazuje? - zapytałam
- to jest Pismo Święte - zakomunikowała (powątpiewam, że to było ono) 
- Też posiadam, chciałam tylko zapytać czy pani ma świadomość tego, że to co pani robi pochodzi od diabła
- Wynocha mi stąd jasne! Ksiezą nie płacą podatków - krzyknęła trzaskając drzwiami. 
Pokornie opuściłyśmy teren. Zrzucając proch z butów. MEGA! Taka agresja potwierdziła mi tylko fakt, że to jest realne zło.
Poszłyśmy dalej, stwierdziłyśmy, że sprawdzimy czy na Rynku jest, wspomniana przeze mnie wcześniej, wróżka. Po drodze spotkałyśmy dziewczynę, której już dawno miałam opowiedzieć o Bogu więc w końcu umówiłam się z nią na kawę (o tym będzie oddzielna historia:)), odwiedziłyśmy w celu omodlenia jedne sklep okultystyczny, który nagle wyrósł nam spod ziemi:) i w końcu dotarłyśmy na Ryn. Jest siedzi mało tego wróży i jest do niej kolejka!
Szybko zagadałyśmy dziewczynę z kolejki o Bogu, o tym że On jest naszym jedynym prawdziwym lekarzem i źródłem szczęścia. Mówiłyśmy jak nakręcone. Ona udała sie do owej wróżki ale była tam na prawdę mega krótko. Zaraz potem my. Znowu gadamy to samo. Dialog wyglądał bardzo podobnie jak w salonie wróżb z tą różnicą, że na nasze zdanie "chcemy porozmawiać o Bogu" pani wróżka bardzo się zdenerwowała i kazała nam się natychmiast wynosić. Powiedziałyśmy całą resztę. Przerwała nam kilka razy słowem wynocha, również w jezyku niemieckim (chyba:)). Wiec pokornie sie oddaliłyśmy. Zbudowało nas to bardzo, że mogłyśmy jeszcze porozmawiać z ludzmi, którzy chodzą tam po poradę, opowiedzieć im o Bogu. 
Na zakończenie tej cudownej walki, trafiłyśmy na mszę świeta z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. 
Pakiet full:)
Bóg jest wspaniały, tak hojnie nas dziś obdarował. Bo posłuchałam, poszłam głosić! Dziś modlę się o to, żeby nic i nikt mnie nie zatrzymał w głoszeniu Ewangelii.
Tyle. Ide spać bo padam!




niedziela, 26 lipca 2015

Ogromna Miłość

Słuchajcie ewangelizacja się skończyła już dwa dni temu ale wciąż nie mogłam znaleść czasu żeby coś napisać. Spodziewaliśmy się ze głoszenie w Mielnie będzie dla nas ciężkie ponieważ to najwieksza imprezownia tego wybrzeża. Połączyliśmy się z drugą grupą więc ekipa była sopora. Ku naszemu zdziwieniu wcale głoszenie nie było udręką, raczej rozkoszą:) Po prostu to jak ludzie nas tam słuchali, jak otwierali serca jak się z nami modlili na plaży to było cudowne. W ogóle pierwszego dnia w Mielnie jak głosiliśmy na plaży to podeszła jedna kobieta do nas, zabrała nasz mikrofon i zaczęła mówić: "Dwa lata temu byłam chora, przyjechałam nad morze i usłyszałam o modlitwie w kościele od grupy takiej jak ta, przyszłam na modlitwę i po powrocie do domu jak poszłam do lekarza to on zapytał mnie kiedy miałam operacje bo jestem zupełnie zdrowa." I dziekowala Bogu za uzdrowienie, wieczorem w kościele jeszcze raz dała świadectwo. W nocy  z czwartku na piątek postanowiliśmy że chcemy pójść do tych młodych ludzi, którzy imprezuja na ulicach Mielna. Część z nas została adorowac Pana Jezusa, pozostali poszli na miasto. Rozdzieliliśmy się na małe grupki i poszliśmy na łowy:) I tutaj to się dopiero działo! Ja miałam to szczescie, że w mojej grupie była siostra zakonna więc habit sam przyciągał. Takie rozmowy, no po prostu do tej pory nie mogę uwierzyć jak mocno Pan tam działał. Ludzie modlili się. z nami, rozmawiali długo o swoich watpliwosciach w wierze, niektórzy plakali i prosili o modlitwę w bardzo trudnych sprawach życiowych.  Także Bóg jest wielki!
Po kilku godzinach ewangelizacji nocnej wróciliśmy do kościoła gdzie "spaliśmy "przy Jezusie do rana. No i kolejny dzień znowu cały ewangelizowalismy. Było intensywnie i wieczorem w piątek już naprawdę ledwo żyłam. Ale wróciliśmy wszyscy do Domu Miłosierdzia więc było to wspaniałe.
O tym jak ja przeżyłam ten czas jeszcze napiszę, ale póki co jestem tak wszystkim przejęta że muszę .nieco odetchnąć. Jedno jest pewne 6 raz byłam na nadmorskiej a Bóg zaskoczył mnie wiele razy. Bo taki jest nasz Pan Jezus! Nieobliczalnie kochający:)


środa, 22 lipca 2015

Sarbinowo oaza wytchnienia

To miejsce jest szczególne jakoś zawsze tu odpoczywam. Wczoraj mieliśmy dużo ludzi do błogosławieństwa na plaży i do modlitwy wieczornej dzisiaj z resztą też. Wczoraj jak mówiłam świadectwo na plaży i opowiadalam o tym jak zdjelam kiedyś z szyji medalik z Matką Bożą i zamieniłam go na pół serca, podeszła do mnie dziewczynka ok 10 letnia i pyta się: proszę pani a czy założyła pani ten medalik na nowo, czy co pani z nim zrobiła. I wtedy pokazałam jej Matkę Bożą na mojej szyji. Ale to było takie sweet że szok. Wczoraj na kolację mieliśmy 5 pizz i 15 kebabow, dzisiaj na obiad ogromne zapiekanki dla każdego. Tak się Pan o nas troszczy:) a wczorajszy nocleg wow!!! W domu jak pałac, ale to jest mało ważne najważniejsza jest ta kochająca się rodzina, która tam mieszka. Małżeństwo z 3 dzieciakow, a raczej juz mlodziezowej wersji dzieciakow. Czulam sie tam tam cudownie, taka spokojna rodzina pełna miłości i poczucia humoru. A jak nas ugoscili, ta latte Ah:) przepraszam że tak dużo o tych przyziemnych sprawach ale przez nie Pan Jezus też zdobywa moje serce.



wtorek, 21 lipca 2015

Ciuchcia!!!!

Wybaczcie że tak długo milcze ale młyn totalny a do tego jeszcze w Gąskach problemy z Internetem. Słuchajcie w niedziele w Ustroniu Bóg nas tak rozpiescil że szok. Dostaliśmy obaiad w lokalu który znajdował się około 3.km od kościoła a ogromnie padało. Nie martwilismy się tym zbytnio stwierdziliśmy że dojdziemy jakoś. A tu niespodzianka pan który kupił nam obiad załatwił nam ciuchcie, która tam nas zawiozła. Hitem roku było to, że dzień wcześniej ja i kleryk pomyśleliśmy sobie, że tak fajnie byłoby przejechać się cała grupą tą ciuchcią i Bóg nam to dał. Szok! Był szał jak nie wiem. A później jak wracaliśmy z obiadu to śpiewaliśmy  a kleryk otwierał drzwiczki od ciuchci i zapraszał ludzi do kościoła: " halo, halo co to za spacery dzisiaj niedziela zapraszamy na msze". Ah jak było cudownie:) a później jeszcze Bóg dał nam koncert franciszkanów na którym też ubawilismy się do łez.
A wczoraj w Gąskach opór był ale Pan nas nie opuścił. Gąski po zeszłorocznej ewangelizacji już chyba na zawsze będą dla mnie sentymentalnym miejscem.   Nie wiecie dlaczego to odszukajcie post zeszłoroczny.








niedziela, 19 lipca 2015

Przypadki są tylko w jezyku polskim.

Wczoraj się zgubiłam. A raczej zgubiłam grupę, której miałam przewodniczyć. Nasz ksiądz bardzo źle się czuł musiał zostać i odpocząć nieco. A ja idąc z grupą zagadałam się z rodziną, która atakowała mnie masakrycznie starałam się przemycić im prawdy Boże. A jak już skończyliśmy tą rozmowę to ewangelizatorzy gdzieś mi zniknęli, szukałam ich na plaży chyba godzinę. Nie wiem jak to możliwe, że ich nie znalazłam. Ale zrozumiałam też przez to, że prowadzi nas Bóg sam. Taka samotna wrócilam do kościoł a i stwierdziłam, że posiedze przy Jezusie. I jak już skończyłam rozmowę z Panem i postanowiłam że idę do salki bo słyszałam że ewangelizatorzy, już wrocili. No i nagle spogląda na mnie czujnie jakaś dziewczyna, podchodzę do niej a ona "kojarzę cie". Okazało się że byłyśmy razem kilka lat temu na grilu u naszej wspólnej znajomej w Krakowie. No i pogadalysmy chwile zabrała mnie na nocleg do miejsca w którym pracuje. Jadlysmy kebaba i siedzialysmy w nocy na plaży:) więc słodko było. A wczorajsza modlitwa też przyniosła nam wiele łask. Nasz ksiądz wydobrzał i dzisiaj głosił z mocą i rozpromienioną twarzą. Dzisiejszy dzień już był tak pełen obfitości, ale o tym opowiem wam jutro bo totalnie padam na twarz, ze zmęczenia. Wybaczcie mi błędy ale okropnie źle się pisze na tym tel. Idę spać.

sobota, 18 lipca 2015

Warto oddać Mu wszystko!

Pan Jezus od początku głoszenia pouczal nas w Słowie. Mówił o chciwości, nawracaniu się, że nie można być letnim. Myślałam sobie Jezu, czego jeszcze Ci nie oddałam, co jeszcze chce mieć dla siebie. I kiedy w pierwszą noc szukaliśmy z księdzem noclegów to czułam, że to nie jest przypadek, nigdzie nie chcą nas przyjąć nawet za kasę. I słuchajcie co się wczoraj stało. Jedna dziewczyna z naszej ekipy znalazła w swoim Piśmie Świętym banknot 200 zł, nie miała pojęcia że go tam ma, mama jej włożyła w razie... Wrzuciła go do skarbony w kościele. Ale nie to jest najważniejsze w tej historii:) Na spotkaniu wspólnym, które mamy co rano opowiadamy ta sytuację i ksiądz jeszcze raz przypomina nam o zaufaniu Panu i wtedy jedna osoba z naszej grupy wyciąga portfel i z niego pieniądze, które sobie zatrzymała... Więc Bóg jest super, On nigdy nie kłamie i nic przed Nim nie pościemniamy. Taki jest nasz Pan:)
A wczoraj ogrom łask. Dużo ludzi na plaży, kolejki do blogoslawienstwa. Modlitwa - pełen kościół i taki pokój Boży ze szok. A na noclegu byłam u tak przemiłych starszych ludzi, takie kochane małżeństwo. Czułam się jak u mojej babci i niczego mi nie brakowało, a starszy pan przypominał mi mojego dziadka, który już jest u Pana. Także ogólnie cudownie. Bo Bóg jest cudowny i warto mu oddać wszystko! A On wtedy będz działał z mocą.


https://www.youtube.com/watch?v=KkqL_7bHShg&feature=youtu.be






czwartek, 16 lipca 2015

Pieniadz nas nie zabezpiecza...

Wybaczcie, że dopiero teraz ale jest moc:) słuchajcie Pan Jezus wczoraj hojnie nas obdarował ludźmi w kościele. To było cudowne pełen kościół na mszy i modlitwie. Ludzie tak gorąco wołali do Pana a później dawali świadectwo do mikrofonu. Jedna pani powiedziala, że dwa lata temu na ewangelizacji nadmorskiej modliła się za swoją przyjaciółkę, która miała guza mózgu. Teraz jest całkowicie zdrowa:) tak że Bóg jest wielki. Wieczorem mieliśmy mały problemik z noclegiem. Gdyż 17 osób nie miało gdzie spać. Ludzie powciskali nam trochę pieniędzy więc chcieliśmy kupić nocleg, ale nikt nas nie chciał przyjąć. 1.5 godz szukania i nic. W końcu nocleg się znalazł, miałam lozku, pościel i wannę:) Ta sytuacja bardzo nas nauczyła pokory. I zrozumieliśmy że to nie pieniądz nas zabezpiecza tylko nasz Bóg. Staliśmy się bardziej ubodzy. Czujemy to i czynimy również, ufając że Pan nam wszystko da!
I wiecie co, dziś na plaży ogrom ludzi nas słuchał, jak mówiłam swiadectwo to chciało mi się płakać, bo czułam obecność Jezusa bardzo. Kolejka do błogosławieństwa nie miała końca. I tak razy dwa.
A teraz jeden pan ze swoją żoną zaprosili nas na obiad do restauracji. Uczta! Na prawdę uczta. All inclusive.
Bóg się troszczy bardzo bardzo!
Ubóstwo + ufność = nigdy Cię nie zostawię mówi Pan.
Rzucajcie wszystko i przyjezdzajcie.:)






wtorek, 14 lipca 2015

Wolna głowa

Ruszyliśmy. Jesteśmy w pociągu do Kołobrzegu, druga grupa do Słupska. Mimo ogromnego stresu, który miałam od wczoraj teraz towarzyszy mi pokój.
Ksiądz biskup wczoraj zapalił nas do głoszenia i kilka razy prosił nas żebyśmy słuchali człowieka. To bardzo ważne wysłuchać nawet żalu i pretensji do Kościoła.
Zostawiłam wiele rzeczy w domu a teraz chcę jeszcze zostawić moją głowę:) w sensie te wszystki sprawy, które zajmują mi umysł. I poczuć tą wolność, że tylko Jezus i głoszenie Ewangelii będzie zajmować mój umysł.
Wpierajcie nas modlitwa, pokornie proszę.


Oko mi pękło

Chciałam rzec, że dzisiaj a raczej wczoraj był taki lekki zapiernicz, że nie zdążyłam nic napisac. Mam nie całe cztery godziny snu. Idę jutro coś więcej stworze. Nara:) a i oko mi pękło to pewno tylko Fita zrozumie:)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Jestem biała tak:)?

Na modlitwie rozeznalismy dzisiaj, że każdy zabiera tylko to co konieczne. Czyli ja: śpiwór, karimata, kurtka, dziesięć spódnic, pięć par butów, tusz do rzęs:), podkład, krem, kredka do oczu, pilnik:) a tak na serio to nic z tych rzeczy. No dobra tusz, a śpiwór zostaje:) Módlcie się za mnie proszę pokornie bo tysiąc myśli w głowie mam.
Trzeba będzie ruszyć slonecznym wybrzeżem, twarz posmarować kremem z filtrem 50. I z racji że nie będzie lusterka, to trzeba będzie zadać pytanie jestem biała na twarzy tak:)? No i do tego pewno śmiech do łez o ile ktoś posmaruje mi ryja:) no i o ile będzie krem. Wiem, wiem Jezus się zatroszczyć.

niedziela, 12 lipca 2015

Nie zabierajcie nic ze sobą

Dzisiejsza Ewangelia powaliła nas na maxa. Kościół daje takie słowo i akurat wtedy mamy rekolekcje przygotowujące nas do wyjścia: " i przekazał im, żeby nic ze sobą nie zabierali na drogę(...)". Hmm, przypadek, że w taki dzień rekolekcji akurat ta Ewangelia? Bardzo mocno się zastanawiamy czy nie pójść już w takim totalnym zaufaniu, bez niczego i ufać Panu a jedyne o co się troszczyć to głoszenie Ewangelii. Dlatego módlcie się za nas, wyjście na plażę zbliża się wielkimi krokami:)
Dla chętnych podpowiem, że konferencje, modlitwy i msze święte z naszych rekolekcji można zobaczyć w internecie wystarczy otworzyć na fejsie stronę Domu Milosirdzia w Koszalinie. Polecam bardzo, szczegolnie dzisiejsza poranną konferencję, jest w niej dużo mądrch słów dla ludzi, którzy chcą budować związek z drugim człowiekiem "po Bozemu" czyli dla nas wszystkich:) przecież jesteśmy Chrzescijanami, należymy do Chrystusa więc wszyscy zapragnijmy życia z Nim:)
A oto zjdecie modlących się sióstr, które przebywają na terenie Domu przez jakiś czas. Dobrej nocy kochani:)

sobota, 11 lipca 2015

Tylko z powodu Jezusa

Moja przyjaciolka właśnie rzuciła sprawy poszukiwania pracy i jedzie głosić Boga, mój kolega jeszcze z czasów studiów stara się o urlop właśnie, rzuca wszystko i przyjeżdża głosić Boga, ja zostawiłam tysiąc trudnych spraw i wciąż rzucam wszystko dla Jezusa. Ksiądz dziś na konferencji powiedział, że idziemy na plażę bez niczego ponieważ kochamy Jezusa. Wszystko co robimy to dla Jezusa. Wiadomo chcemy iść do ludzi bo ich kochamy ale kochamy ich ze względu na Jezusa, który jest pierwszy. I o to mamy walczyc w swoim życiu, w tych czasach kiedy mamy tak naprawdę wszystko, walczyć o Jezusa, żeby był pierwszy.
Nigdy nie jest za późno żeby rzucić wszystko i zaufać Panu, jeszcze dziś możesz wsiąść w pociąg tlk intercity Koszalin:)

piątek, 10 lipca 2015

Kolejny raz!

Nie wiem czy pamiętacie jak rok temu tutaj coś dla was pisałam:)
Jak nie to teraz se przeczytacie zaległośc Wyruszyła m znowu, jadę opoznionym pociągiem do Poznania, zaraz będę na miejscu. Stamtąd zabiera mnie jakaś kobieta samochodem do Koszalina, nie znam jej ale to nic:)
Jak tak jadę tym pociągiem to czuje naprawdę jakbym robiła to całe życie- wiecznie na walizkach. Zastanawiam się kiedy minął ten cały rok?
Słuchajcie sprawa jest taka, okropnie mi się nie chce, brak mi sił i w ogóle beznadzieja roku. Dlatego proszę módlcie się za mnie, przecież jadę głosić Boga Żywego nie mogę zamulac zbytnio.
Was też będę polecać Jezusowi, odpoczywajcie z Nim. I proszę teraz o jedną zdrowaske za mnie:)